niedziela, 24 stycznia 2010

Wspomnienia o tym jak szef...

Kilka dni temu doszlo do historycznego spotkania Szefa i prawie wszystkich jego zolnierzy jelopow w pewnym sekretnym miejscu posrod lasow w jednym z zimnych krajow Europy.
Szczegoly spotkania pozostana okryte zaslona tajemnicy dopuki wreszcie zolnierze zajmujace sie dokumentacja fotograficzna tego wiekopomnego zjazdu nie naucza sie, jak przeniesc zdjecia z aparatu na komputer (to moze potrwac...bo za madrzy zolnierze to nie sa).
Glownymi dzialaniami podczas zjazdu byly nastepujace rzeczy (szykujcie sie na te relacje!):
- Szef medytujacy aby znalezc odpowiedz, jak pozbyc sie pewnego czarnego czlowieka zza oceanu. Szef medytowal tak bardzo, ze zolnierze znalezli go przyrosnietego lodem do podloza, nad ranem. Szef oczywiscie byl w swietnej formie, nawet nie zmarzl.
- Zolnierze jelopowaci ktorzy w ramach zagospodarowania czasu urzadzali miedzy soba bijatyki, i w trakcie tych zabaw ZNISZCZYLI BEZPOWROTNIE ULUBIONY KUBEK SZEFA.
Szefa gniew byl straszny, ale podobno minie po zalatwieniu nowego kubka.
- Kapiele w chlodnej wodzie dla lekkiej ochlody... Szef kazal i wskoczyl pierwszy dajac przyklad wiec zolnierzom nie pozostalo nic innego jak wskoczyc za Szefem.
- No i WSPOMNIENIA oczywiscie. A oto i one (materialy odzyskane cudem i po dlugim czasie):

Interesy bananowe w Gwatemali. Kierowca Szefa, ktory pod nieuwage Szefa prowadzil, jednoczesnie zabawiajac sie na swoim telefonie w popularna gre "w weza":



Szef posilajacy sie w przydroznym wyszynku:



Wielkie spotkanie Raula Jose, przedstawiciela klubu producentow bananow rejonu polnocnej Gwatemali. Podczas (zakrapianego a nawet ostro zalewanego) spotkania Raul Jose mowil:
- Ci wstretni Zetas chca, bysmy dla nich pracowali za bezcen.
- A to sukinsyny - odpowiedzial Szef.
- Nie chcemy wojny z Szefem. Wiemy, jak jest silny i sprytny. Tylko Szef moze nam pomoc w walce z Zetas. Tylko on ma tyle potegi, by sie z nimi mierzyc - wyznal Gwatemalczyk.
- Szef ma potege i ma chec, aby pomoc wam, i ma niechec do wrednych Zetas aby walczyc z nimi - zdecydowal Szef - Szef ma tez ochote szefa na zasoby Gwatemali, w szczegolnosci dotyczace pewnych tabletek, czy jest zrozumiale co Szef mowi, Raulu?
- Oczywiscie Szefie, oczywiscie - rozesmial sie Raul Jose, i od tej pory on ze swoimi ludzmi zaczal pracowac dla Szefa.



Stworzenie ukladu zostalo przypieczetowane tradycyjna popijawa, na ktorej wszyscy sie nieco rozluznili...



Tak to Szef zalatwial sprawy w Ameryce Srodkowej - bez przelania kropli krwi przejmowal cale kraje...

1 komentarz:

Filip Ziolkowski pisze...

Halo porwani w Arequipie. Pamietacie szoty wodeczki w Costaryce w San Jose? Witajcie w klubie porwanych, na szczescie przezylem bez wielkich problemow:) P

filipontheroad.com